Tworzy choroby, by pomóc dzieciom

środa 14 marca 2018
  • Lalki tworzone przez Anię Ignatów mocno różnią się od zabawek znanych ze sklepowych półek (fot. Ignatow Repaint Dolls)
    Lalki tworzone przez Anię Ignatów mocno różnią się od zabawek znanych ze sklepowych półek (fot. Ignatow Repaint Dolls)
  • Wszystkie lalki powstają na podobieństwo ich przyszłych właścicieli, a oni sami lub ich rodzice czynnie uczestniczą w metamorfozie (fot. Ignatow Repainted Dolls)
    Wszystkie lalki powstają na podobieństwo ich przyszłych właścicieli, a oni sami lub ich rodzice czynnie uczestniczą w metamorfozie (fot. Ignatow Repainted Dolls)
  • Wśród przerabianych lalek nie brakuje też egzemplarzy dla chłopców (fot. Ignatow Repainted Dolls)
    Wśród przerabianych lalek nie brakuje też egzemplarzy dla chłopców (fot. Ignatow Repainted Dolls)
  • Ania Ignatow dba nie tylko o wierne odwzorowanie lalek, ale także sprzętu medycznego. Wszystkie niezbędne akcesoria tworzy sama (fot. Ignatow Repainted Dolls)
    Ania dba nie tylko o wierne odwzorowanie lalek, ale także sprzętu medycznego. Wszystkie niezbędne akcesoria tworzy sama (fot. Ignatow Repainted Dolls)
  • Wszystkie lalki tworzone są z potrzeby serca, a ich autorka robi je charytatywnie (fot. Ignatow Repainted Dolls)
    Wszystkie lalki tworzone są z potrzeby serca, a ich autorka robi je charytatywnie (fot. Ignatow Repainted Dolls)
  • Ania Ignatow dba nie tylko o wierne odwzorowanie lalek, ale także sprzętu medycznego. Wszystkie niezbędne akcesoria tworzy sama (fot. Ignatow Repainted Dolls)
    Ania Ignatow dba nie tylko o wierne odwzorowanie lalek, ale także sprzętu medycznego. Wszystkie niezbędne akcesoria tworzy sama (fot. Ignatow Repainted Dolls)
  • Lalki przed i po metamorfozie (fot. Ignatow Repainted Dolls)
    Lalki przed i po metamorfozie (fot. Ignatow Repainted Dolls)
Zamiast modnej torebki czy małego pieska – wózek inwalidzki, kule i protezy. Zamiast idealnej sylwetki – blizny po operacjach i piętno choroby. Zamiast bezdusznego plastiku – lalki tworzone z głębi i potrzeby serca. Pracownia Ignatow Repaint Dolls to dla lalek prawdziwa sala operacyjna – to tutaj przechodzą zabiegi upodabniające je do ich przyszłych właścicieli.

Odwiedzamy dziś pracownię Ignatow Repaint Dolls i rozmawiamy z twórczynią tych niezwykłych lalek – Anią Ignatów, która dzięki swojej pasji i zaangażowaniu przywołuje uśmiech na twarzach małych bohaterów.

SilesiaDzieci.pl׃ W świecie, gdzie wszystko powinno być piękne i idealne, tworzenie lalek z ułomnościami i chorobami to ryzykowny krok. Skąd wziął się pomysł na tak nietypowe działanie?

Ania Ignatów׃ Repaintem (przemalowywaniem – przyp. red.) lalek zainteresowałam się w 2015 roku, gdy odkryłam pewną artystkę z Australii, która zajmowała się takimi przeróbkami. Wciągnęło mnie to bez reszty. Pierwszą lalkę dysfunkcyjną zrobiłam na prośbę mamy dziewczynki po operacji serca. W ten sposób powstała „Sercowa Panienka” – taką nazwą ochrzciłam lalki z tego rodzaju bliznami. Później nadszedł mały przestój twórczy. Przez wiele lat pracowałam w różnych miejscach jako wolontariusz, bo potrzeba dawania siebie innym nie przeminęła wraz z założeniem rodziny czy urodzeniem dzieci. Teraz realizuję ją właśnie poprzez tworzenie lalek przedstawiających schorzenia, choroby i niepełnosprawność. Takie lalki sprawiają, że dzieciom łatwiej znieść medyczne zabiegi, pobyt w szpitalu czy zaakceptować własne dysfunkcje. Na polskich półkach nie ma miejsca na tego typu zabawki, choć na świecie jest to bardzo popularne - często oprócz samych lalek dostępne są różnego rodzaju akcesoria – wózki inwalidzkie, chodziki, kule, itp.

Jak duże jest to przedsięwzięcie?

– Nigdy nie chciałam tworzyć masowej produkcji, chciałam to robić w zaciszu domowej „pracowni”, podchodząc do każdej lalki indywidualnie, czerpać z tego radość i pozytywną energię. Tym zaspokajam wewnętrzną potrzebę robienia czegoś dobrego, która działa na mnie jak narkotyk. Wystarczy drobnostka – przygotowanie lalki do metamorfozy, skompletowanie ubranek, stworzenie butów czy zapasu akcesoriów medycznych. Chyba jestem od tego uzależniona, ale na detoks nie mam zamiaru iść (śmiech).  Jeśli Ten u góry ma jakiś plan wobec moich umiejętności  i pasji do tworzenia lalek, to niech będzie, tak jak On chce.

Choć większość osób jest zachwycona Pani pracami, pojawiają się też krytyczne głosy,  według których  chore dzieci powinny mieć „normalne’’ lalki, by  nie przypominały im o dolegliwościach.

–  Jeśli pokazuje się coś w internecie, to  trzeba się liczyć zarówno z pozytywnymi głosami, jak i z krytyką.  Ja to szanuję. Nie mogę wszystkich zmusić, żeby pokochali to, co robię. Początkowo mnie to smuciło, podcinało skrzydła, ale wtedy dostawałam zdjęcia, filmiki, relacje, jak dzieci reagują na moje lalki. To jest najlepsza odpowiedź na to, że jednak takie lalkowe odpowiedniki są tym dzieciakom potrzebne. Dla mnie najważniejsze są  słowa ludzi, dla których choroby i cierpienie to codzienność.  Takich osób, które proszą  o spersonalizowane lalki dla swoich pociech jest wiele i to również mówi samo za siebie. Smutne, gdy rodzice, którzy przeszli w swoim życiu tak dużo czytają w internecie, że są beznadziejni, bo chcą podarować swojemu dziecku tak „szpetną lalkę”. Ludzie potrafią być okrutni, dlatego nie mogę się poddać. Muszę być wsparciem dla tych rodziców. Poza tym, często same dzieci uczestniczą w procesie tworzenia lalki, więc są świadome tego, jaka lalka do nich przyjedzie.

Każda lalka ma niepowtarzalną twarz, cechy szczególne, a nawet aparaturę medyczną tworzoną na wzór prawdziwych urządzeń. Ile zajmuje proces stworzenia całej postaci?

– Wszystko zależy od tego, czy daną rzecz już robiłam, czy nie – tworzenie prototypów zajmuje nawet kilka dni. Nie ma nigdzie poradników, jak wykonać urządzenia, sprzęt czy aparaturę medyczną, zatem muszę opierać się na prawdziwych zdjęciach – oglądam je z wielu perspektyw i potem szukam odpowiednich materiałów, z których mogę wykonać zabawkowy egzemplarz. Czasem wykonuję kilka przedmiotów, zanim efekt końcowy usatysfakcjonuje mnie w stu procentach. Sam „face up”, czyli makijaż dla lalki, robię w dwa-trzy wieczory. Do tego dochodzą buty, ubranie – jeśli jest gotowe przyspiesza to pracę, jeśli nie, potrzebnych jest kilka dodatkowych dni.  Dlatego trudno powiedzieć jaki jest dokładny czas wykonania lalki – im więcej dodatków muszę do niej zrobić, tym dłużej to trwa.

Na rynku mnóstwo jest różnych lalek – czy wszystkie nadają się do przeróbek? Skąd bierze Pani swoje egzemplarze?

– Większość lalek nadaje się do przeróbek. Jest wiele  ludzi w Polsce, którzy się tym zajmują - ja mam ogromne wsparcie osób z grupy Dolls Heaven, które podpowiadają mi jak rozwiązać różne kwestie związane z customizacją lalek (zmianami wg indywidualnych wytycznych – przyp. red). Większość egzemplarzy, nad którymi pracuję, skupuję na pchlich targach i portalach ogłoszeniowych. Ostatnio moi czytelnicy pomogli mi uzupełnić mocno uszczuplone zapasy lalek przysyłając to, co znaleźli w domach czy w swojej okolicy. W Anglii typ lalek, z którymi pracuję, można znaleźć w tzw. „charity shop” za funta lub dwa. U nas nie są popularne takie sklepy, a same lalki niestety są dość drogie. Tym bardziej jestem wdzięczna za  takie wsparcie.

Rodzice, którzy patrzą na Pani prace i chcieliby stworzyć lalkowych przyjaciół dla swoich pociech zastanawiają się pewnie, jaka jest cena tych małych dzieł sztuki. Ma Pani gotowy cennik czy każde zamówienie wyceniane jest indywidualnie?

– Wyznaczyłam sobie cel, że lalki będę robić charytatywnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla rodziców mających dzieciaki niepełnosprawne, przewlekle chore, po ciężkich operacjach, liczy się każdy grosz. Muszą ciągle zbierać pieniądze na leki, rehabilitacje, turnusy, wyjazdy, operacje... Dlatego postanowiłam, że póki sama mam na ten przysłowiowy chleb i mogę dawać radość dzieciom i ich rodzicom, nie będę brać od nich ani złotówki – dla mnie najlepszą zapłatą jest uśmiech dziecka czy podziękowanie wzruszonego rodzica, który nie sądził, że jego dziecko i moja lalka zostaną przyjaciółmi, że zabawka pomoże przejść przez trudy choroby, pobytów w szpitalu czy rekonwalescencji.

A co w przypadku dzieci zdrowych, którym rodzice chcieliby sprezentować personalizowanych, lalkowych przyjaciół? Czy takie wyzwania też Pani podejmuje?

– Gdy zaczynałam swoją przygodę z lalkami robiłam lalki dla zdrowych dzieci. Jednak aktualnie mój cel jest inny i dlatego – pomimo sporej liczby takich zapytań – nie jestem w stanie dalej ich tworzyć. Warto jednak zwrócić uwagę, że rodzice dzieci bez problemów zdrowotnych chcieliby często kupić „chore” lalki, by uczyć swoje pociechy tolerancji i wrażliwości, to bardzo budujące. Może kiedyś wrócę do tego, kto wie.

Wśród naszych czytelników z pewnością znajdą się rękodzielnicy, osoby tworzące ubranka, akcesoria czy zabawkowe gadżety. Czy jest Pani zainteresowana współpracą czy woli działać na własną rękę?

– Póki co staram się zadbać o większość sama – wykonuję wszelkie akcesoria dołączane do lalek, jak wózki inwalidzkie, chodziki, ortezy czy aparaty słuchowe. Tworzę je z tego, co można znaleźć w domu, w sklepie papierniczym czy budowlanym. Jedynie w kwestii ubranek wspiera mnie Kasia z Igłą i Drutem, która jest wprawiona w szyciu małych ubranek i przekazuje przepiękne sukienki, dresy i inne ciuszki dla lalek. Ja też je tworzę, ale dzięki pomocy Kasi lalki mogą szybciej trafić do nowych właścicieli.

Dziękujemy za rozmowę!

Zachęcamy do śledzenia profilu Ignatow Repaint Dolls na Facebooku.