Phase 10 - karcianka dla miłośników klasyki
Choć „Phase 10” na pierwszy rzut oka niewiele różni się od recenzowanego już przez nas „Uno” czy „Skip Bo”, to jednak jej zasady czerpią głównie z tradycyjnych gier karcianych. Zajrzyjcie do niej wraz z nami i zobaczcie różnice.
Czym są fazy w Phase 10?
„Dziesięć faz” tak mógłby brzmieć tytuł tej gry w polskiej wersji. Właśnie 10 faz, czyli konkretnych układów kart, układamy w trakcie tej rozgrywki. Układy te są trochę jak sekwencje w pokerze czy sekwensy w remiku. W każdej ruchu wymieniamy jedną z dziesięciu kart na ręce dobierając i odrzucając jedną kartę. Gdy ułożymy fazę, zagrywamy ją, a reszty kart próbujemy pozbyć się poprzez zgrywanie do zagranych już faz. Niełatwo podjąć decyzję, bo wyznaczoną fazę możemy ułożyć na wiele sposobów. Do tego dochodzącą karty specjalne, które pozwalają nam trochę zamieszać.
Jak wypada Phase 10 na tle innych karcianek?
„Phase 10”, to gra w której mamy więcej matematycznego myślenia i mniej szalonej rozrywki, niż w „Uno”. Nie jest to tak imprezowa i dynamiczna gra. Zdecydowanie bardziej przypadnie do gustu fanom „Skip Bo”, a jeszcze bardziej tym, którzy lubią układać sekwencje, szukać wzorów i powiązań. W „Phase 10” może grać od 2 do 6 osób i naszym zdaniem gra wypada całkiem nieźle w spokojnej rozgrywce dwuosobowej, choć 3-4 osoby, to optymalna liczba, by zagwarantować płynność gry poprzez szybsze zgrywanie swoich kart na fazy innych graczy.
Nieprzemijająca moc kart
Klasyczne karcianki, to gry odporne na upływ czasu i panujące trendy. Naszym zdaniem świetnie sprawdzają się w podróży - niewiele gier jest tak podręcznych! Stanowią też świetną okazję do zintegrowania się ze starszymi członkami rodziny, którzy niekoniecznie lubią grać w rozbudowane, popularne dziś planszówki, a na karty patrzą zawsze z odrobiną nostalgii.





