Znalazłam sposób na życie

piątek 26 lipca 2013
  • Ewa Miętkiewicz-Ciepły jest żywą reklamą swoich ubrań. Nosi je na co dzień i pozuje do folderów reklamowych swojej firmy (fot. Studio Miraż)
    Ewa Miętkiewicz-Ciepły jest żywą reklamą swoich ubrań. Nosi je na co dzień i pozuje do folderów reklamowych swojej firmy (fot. Studio Miraż)
Powrót do pracy po urlopie macierzyńskim nie zawsze jest łatwy. Zazwyczaj chciałybyśmy spędzać z dzieckiem tyle czasu, co dotychczas, a jednocześnie wyjść do ludzi i w dodatku zarabiać pieniądze. Rozwiązanie tego problemu na własny użytek znalazła młoda, zdolna projektantka mody z Mysłowic Ewa Miętkiewicz-Ciepły.

Zanim Ewa zaszła w ciążę, nic nie zapowiadało, że będzie się zajmowała projektowaniem i szyciem ubrań. Pracowała, wtedy jako nauczyciel przedmiotów zawodowych w Zespole Policealnych Szkół Medyczno - Społecznych w Bytomiu. - Interesowałam się modą, dbałam o siebie, jestem przecież kobietą, ale nie przyszło mi nigdy do głowy, że moda może stać się moim życiem – mówi. Ciąża Ewy unieruchomiła ją w domu i wtedy z nudów zaczęła robić biżuterię – bransoletki, wisiorki, koraliki. - Spodobały się moim koleżankom, potem koleżankom koleżanek i wkrótce okazało się, że coś, co się zaczęło robić dla przyjemności, może się podobać, a w dodatku przynosić nieduże, ale jednak, pieniądze - wspomina .

Będąc w drugiej ciąży z wizytą u rodziny w niemieckim Landsbergu, Ewa trafiła do małej galerii biżuterii, w której zachwycił ją pierścionek zrobiony z filcu. – Kosztował 50 euro, cena przerosła moje możliwości, więc go nie kupiłam, ale postanowiłam nauczyć się robić przedmioty z filcu – mówi. Podczas warsztatów filcowania we Wrocławiu, na które wybrała się krótko przed porodem, utwierdziła się w swoim postanowieniu. Potem, w domu metodą prób i błędów dochodziła do perfekcji tworząc filcowe cudeńka. Następnym krokiem było szycie filcowych torebek i niezwykle delikatnych, lekkich szali na jedwabiu. Informacje o nich rozchodziły się pocztą pantoflową i okazało się, że cieszą się dużym uznaniem. Wtedy mąż Ewy, uznał, że nie ma, na co czekać i w prezencie urodzinowym zalegalizował firmę żony, rejestrując działalność gospodarczą i nazywając ją od jej inicjałów EMC Studio.

Firma działa już dwa i pół roku, a Ewa pracując w domu, blisko dzieci, wpadła na kolejny pomysł. Gdy okazało się, że wyroby z filcu najlepiej sprzedają się zimą, postanowiła wypełnić letnią lukę i projektować ubrania. Znajoma krawcowa szyła sukienki, spódnice, żakiety według projektów Ewy do czasu, gdy ta postawiła przed sobą następne wyzwanie i ukończyła kurs projektowania i szycia. – Ten kurs dał mi niezwykle dużo. Nauczyłam się m.in. jak modelować wykrój na konkretnej sylwetce, która najczęściej nie jest wymiarowa. Łatwo jest przecież uszyć coś, na osobę o wymiarach modelki, gorzej, gdy pojawiają się dysproporcje - mówi. Teraz szycie nie sprawia jej już kłopotu, ale nadal korzysta z pomocy krawcowej, bo zamówień jest coraz więcej. Swoimi projektami i perfekcją wykończenia zdobyła zaufanie klientek, niektóre traktują ją jak prywatną stylistkę i proszą o dobranie butów czy torebki do zakupionej u niej sukienki.

W przekonaniu, że to, co szyje podoba się coraz bardziej, utwierdziła się niedawno w galerii handlowej Trzy Stawy w Katowicach podczas kolejnej edycji projektu Fashion Democracy, promującego młodych projektantów. Z jej stoiska, które było jednym z dwudziestu, zniknęły wszystkie ubrania, z którymi przyjechała. – Wszystkie sprzedałam! Wtedy dotarło do mnie, że moja pasja stała się sposobem na życie – cieszy się. Powodzeniem cieszyły się też jej propozycje podczas krakowskiej odsłony Fashion Democracy w Galerii Kazimierz.

Projektantka z Mysłowic szyje nie tylko dla kobiet. Od pewnego czasu tworzy oddzielne kolekcje dla dzieci. Jak to często bywa - szewc bez butów chodzi i w jej projektach najczęściej paradują nie jej synowie, ale dzieci klientek. Wkrótce powstanie też kolekcja dla panów, bo o swoje zaczynają się upominać mężowie.

Tagi: 
Kategoria: Wiadomości